piątek, 30 grudnia 2011

Stosik świąteczny


Od dołu:
- Portret w sepii Isabel Allende
- W stronę życia Pearl S. Buck
- Matka ryżu Rani Manicka
- Aniołowie zniszczenia Keith Donohue
- Arabska żona Tanya Valko
- Arabska córka Tanya Valko 
- Rowerem w stronę Indii Robb Maciąg
- Klejnot medyny Sherry Jones
- Neapol, moja miłość Penelope Green

A w Nowym, 2012 roku chciałabym Wam wszystkim życzyć wszystkiego najlepszego, oczywiście mnóstwa przeczytanych książek i weny do pisania recenzji :)

piątek, 23 grudnia 2011

Władca równin

Władca Równin  - Yanes Javier 

Kiedy dziennikarz Curro Mencia odkrywa, że dom, w którym spędził pełne przygód dzieciństwo, zostaje wystawiony na sprzedaż, coś w nim pęka. Lux Domini to dla niego zdecydowanie więcej niż mury. Wyrusza więc w fascynującą podróż w poszukiwaniu własnych korzeni i rodzinnych tajemnic...
Jedną z nich są nieznane losy dziadka Hamisha, szkockiego poszukiwacza przygód, który zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach, zostawiając w ciąży Ukę, babcię Curro.
To jego śladami dziennikarz - wraz z ukochaną kobietą i odnalezionym przyjacielem dziadka - wyrusza do serca Afryki, gdzie przechodzi przemianę, która pozwoli mu z innej perspektywy ocenić własną, skłóconą rodzinę. (opis pochodzi z okładki)

Miałam nadzieję na fascynującą przygodę toczącą się głównie w Afryce. Tymczasem otrzymałam coś nieco innego, choć muszę przyznać, że całkiem dobrego. Przede wszystkim było tu zdecydowanie za mało Afryki, na którą miałam przeogromną ochotę, zabierając się za tą powieść. Początkowo akcja miała miejsce w Hiszpanii, Austrii, Francji, aż wreszcie, już grubo za połową książki przeniosła się do Kenii. 
Najpierw dostajemy sporą dawkę dziejów przodków Curro Menci. Zabieg ten bez wątpienia jest bardzo korzystny dla czytelnika. Dzięki niemu mamy okazję bliżej przyjrzeć się ich trudnej sytuacji. Ich życie bowiem toczyło się w XX wieku, gdzie ciągle miały miejsce wojny i inne groźne konflikty.
Później akcja powieści przenosi się do Kenii. W końcu Afryka, tak długo przeze mnie wyczekiwana. Nie mogę jednak powiedzieć, aby ta część do końca mnie zadowoliła. Choć poszukiwania dziadka Menci, Hamisha były ciekawe, trzymające w napięciu i nie pozwalające czytelnikowi na dłużej odłożyć książki, to klimat miejsca, w którym w dużej mierze się odbywały został oddany słabo i pozostawia jeszcze wiele do życzenia. Afryka odegrała tutaj jedynie śladową rolę. Zdecydowanie za małą! Szkoda. Yanes mógł przecież nieco lepiej przedstawić Kenię. 

Bohaterów w większości polubiłam. Każdy z nich miał dobrze wykreowany charakter i odróżniał się od pozostałych. Jedynie ukochana Curro nie przypadła mi do gustu. Nie podobało mi się to, że zawsze zjawiała się nie wiadomo skąd i nie wiadomo gdzie i kiedy znikała. Głównemu bohaterowi jednakże niezbyt to przeszkadzało. W opisie książki, z tyłu okładki jest napisane, że to z nią i odnalezionym przyjacielem dziadka Delseyem, Mencia poszukuje Hamisha. Tymczasem Moniki więcej nie było niż było. 

Podsumowując, uważam że Władca równin Yanesa to bardzo dobra powieść, którą czyta się z zapartym tchem i ogromną przyjemnością. Ponadto, myślę że każdy miłośnik takich powieści oceni ją bardzo pozytywnie, o ile nie nastawi się na barwne opisy Czarnego Lądu, których jest tu zdecydowanie zbyt mało.

Już jutro Wigilia Bożego Narodzenia i z tej okazji chciałabym życzyć wszystkim recenzentom Wesołych Świąt i mnóstwa książek pod choinką :) 

wtorek, 22 listopada 2011

Bardzo spóźniony stosik październikowy

Dzisiaj stosik, bardzo spóźniony, bo aż z początku października. Książki kupiłam w empikowej promocji, 3 w cenie 2.

 Od góry: 
Imperium nocy z serii Wampiratów Justin Somper
Samsara. Na drogach, których nie ma Tomek Michniewicz
Żar. Oddech Afryki Dariusz Rosiak

czwartek, 10 listopada 2011

Trzecia rocznica recenzowania

Równo trzy lata założyłam swojego pierwszego bloga z recenzjami. Najpierw było to: Fantastic Books na onecie, później dopiero Książkowe Zapiski, także na onecie, a ponad rok temu przeniosłam się tu, na blogspot.com. Bardzo się cieszę, że piszę już trzy lata. Minęły mi one bardzo szybko. I mam nadzieję, że przyjdzie mi tu świętować i czwartą, i kolejną, i kolejną rocznicę :)

Znowu narobiło mi się sporo zaległości związanych z komentowaniem Waszych blogów. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się to nadrobić. Wszystko przez szkołę i nawał nauki. Nie mam prawie w ogóle wolnego czasu, który mogłabym poświęcić nawet na czytanie książek, choć muszę przyznać, że ostatnio jest już trochę lepiej.

A już wkrótce postaram się opublikować zdjęcie stosiku :) Pozdrawiam,

niedziela, 30 października 2011

Quo Vadis

Teraz czytam 

Czytałam tę książkę bardzo długo, bo prawie miesiąc. Wydawałoby się, że to wystarczający czas, żeby wyrobić sobie o niej własną opinię. Jest mi jednak trudno jednoznacznie ocenić Quo Vadis. Mam bardzo mieszane odczucia. 

Z jednej strony męczyłam się z nią przez niemal miesiąc, ale nie mogę stwierdzić, że było to tylko męczenie się z nią, tak jak z większością szkolnych lektur. (W końcu skończyłam się, pomimo że nie musiałam. W trakcie czytania jej dowiedziałam się, że w szkole będziemy jednak przerabiać tylko fragmenty). Bez wątpienia jest to wartościowa książka, którą uważam, że tak czy inaczej warto byłoby przeczytać. M.in ze względu na to, że jest to powieść historyczna, przedstawiająca czasy panowania cezara Nerona w Rzymie. Miłośnicy historii mają tu okazję przekonać się jakim władcą był ten człowiek. Warto także przeczytać Quo Vadis, ponieważ jest tu też ukazany rozkwit religii chrześcijańskiej i początek prześladowań jej wyznawców. 

Nie było mi łatwo przebrnąć przez tę powieść Sienkiewicza. Język, który miejscami można nazwać archaicznym w znacznym stopniu utrudniał mi zrozumienie czytanego tekstu. Zdarzały się też fragmenty ( i to nierzadko), nad którymi musiałam zatrzymać się i zastanowić, co tu autor chciał przekazać czytelnikowi. 

Podsumowując, cieszę się, że przeczytałam Quo Vadis. Gdyby nie to, że z początku zostałam powiadomiona, że w szkole przerabiamy całą lekturę, pewnie długo bym po nią nie sięgnęła. A tak, już jedną ważną lekturę, którą warto znać mam już za sobą. Pozostali mi jeszcze tylko Krzyżacy, których w szkole nie przerabiałam, a jest to książka chyba godna poświęcenia kilku chwil. 

niedziela, 16 października 2011

Kafka nad morzem

Kafka Nad Morzem  - Murakami Haruki 
Piętnastoletni Kafka ucieka z domu przed klątwą ojca na daleką wyspę Shikoku. Niezależnie od niego podąża tam autostopem pan Nakata, staruszek analfabeta umiejący rozmawiać z kotami oraz młody kierowca z końskim ogonem lubiący hawajskie koszule. Ojciec Kafki zostaje zamordowany i wszystkich trzech poszukuje policja. Po spotkaniach z zakochaną w operach Pucciniego kotką Mimi, Johnniem Walkerem i innymi fantastycznymi postaciami bohaterowie trafiają w końcu do tajemniczej prywatnej biblioteki, w której czas się zatrzymał. Nocami odwiedza ją duch młodziutkiej dziewczyny w niebieskiej sukience…

Jest to pierwsza książka Murakamiego przeze mnie przeczytania. Miałam spore oczekiwania wobec niej, gdyż słyszałam, że zaraz po Kronice ptaka nakręcacza jest to najlepsza powieść w dorobku pisarza. Szczerze mówiąc, książka wprost idealnie wpasowała się w moje oczekiwania. Nie zawiodłam się, ale też niestety nie poczułam się bardzo mile zaskoczona.

Fabuła okazała się ciekawa, owiana nutką tajemniczości. Mam tutaj szczególnie na myśli sytuacje mające miejsce w bibliotece. Czasem też podczas czytania poczułam obrzydzenie. Bo któż przy zdrowych zmysłach by go nie poczuł czytając o kotach, którym ucinano łebki?

Styl pisania Murakamiego bardzo różnił się do języka jakim posługują się zwykle inni pisarze. Był taki, że trudno mi to nawet określić, oryginalny, niepowtarzalny? Z początku takie właśnie miałam wrażenie, ale z czasem do niego przywykłam i chętnie sięgnę jeszcze po inne książki tego wspaniałego japońskiego pisarza.
Polecam wszystkim, zwłaszcza tym, którzy nie mieli jeszcze przyjemności poznania twórczości Murakamiego.

poniedziałek, 26 września 2011

Stosik sierpniowo-wrześniowy

Od dołu: 

Blondynka u szamana Beata Pawlikowska - kupiłam ją jeszcze w sierpniu przy okazji promocji na empik.com

Córka fortuny Isabel Allende - już druga książka Allende na mojej półce.

Za blisko domu Linwood Barclay - po przeczytaniu wspaniałego Bez śladu postanowiłam zakupić kolejną książkę tego autora.

Przepowiednia Dean Koontz - mam już za sobą Braciszka Odd Koontza, który spodobał mi się, aczkolwiek nie spełnił do końca moich oczekiwań. Mam nadzieję, że ta książka spodoba mi się bardziej.

Wielka Księga Horroru t. 2  

Szkieletowa załoga Stephen King

niedziela, 18 września 2011

Uciekinierka z San Benito

Hiszpania, początek XVII wieku. W rodzinie zubożałego szlachcica rodzi się czwarta dziewczynka - Catalina. Załamany don Martin de Rojo postanawia, za namową siostry, przeoryszy klasztoru Świętego Benedykta, zamienić ją na chłopca, syna jednej z podopiecznych klasztoru. Catalina dorasta wśród sióstr zakonnych nie znając własnej tożsamości i nie zdając sobie sprawy ze swojej niezwykłej urody. Prawdziwe pochodzenie dziewczynki zdradza jedynie odziedziczone po ojcu znamię w kształcie oka, z którego spływają trzy łzy. Wielka chęć poznania świata, nagła śmierć przeoryszy, fałszywe oskarżenia, knowania siostry Gabrieli, odrażające zachowanie ojce Rivandeneiry -te wszystkie powody skłaniają czternastoletnią Catalinę do opuszczenia klasztoru w męskim przebraniu. Od tej pory będzie musiała uciekać przed nieprzyjaciółmi, z depczącą jej po piętach Świętą Inkwizycją na czele, walczyć o życie i radzić sobie w świecie, którego dotąd nie znała. Catalina wędruje przez hiszpańskie prowincje, zmieniając ubrania i tożsamość; poznaje życie i tajemnice wielu różnych ludzi, od przedstawicieli nizin społecznych po osoby na świeczniku. Dowiaduje się o trwającym na nią polowaniu, które może mieć związem ze szkarłatnym znamieniem, jakie oprócz niej nosił też pewien Żyd spalony na stosie dwa wieki wcześniej. Na swojej drodze spotyka miłość... i w końcu trafia na szafot. Czy tam dopełni się jej los? *

Wiele oczekiwałam od tej książki. Miałam nadzieję na ciekawą historię, od której trudno się będzie choć na chwilę oderwać. Mam jednakże mieszane uczucia. Nie zawiodłam się, ale moje oczekiwania też nie do końca się spełniły. Jednym słowem: mogło być lepiej.

Rzecz dzieje się w XVII-wiecznej Hiszpanii. Spodziewałam się, więc że klimat tego okresu zostanie oddany znacznie lepiej. I choć nierzadko widoczne było, że bohaterowie nie znajdują się w czasach nam, czytelnikom współczesnych, czegoś mi tu brakowało. Niemal w ogóle nie byłam świadoma tego, że cała akcja powieści toczy się w Hiszpanii. Bohaterowie za to zostali całkiem dobrze wykreowani. Każdy z nich odznaczał się innymi cechami charakteru. Dzięki temu miałam wrażenie, że każdy z nich jest indywidualny, wyjątkowy.

Całość oceniam jednak pozytywnie. Chufo Llorens stworzył dobrą powieść z kilkoma wadami, ale w końcu w której książce nie można znaleźć nic negatywnego? Jest takich z pewnością bardzo mało.

sobota, 3 września 2011

Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy

 Podczas wykopalisk na rynku w Gutowie archeolodzy dokonują niezwykłego odkrycia. Wzbudza ono zainteresowanie córki właściciela cukierni Pod Amorem. Czy Iga rozwikła dawną rodzinną tajemnicę? Czy przepowiednia sprzed wieków naprawdę się spełniła? W poszukiwaniu odpowiedzi prześledzimy fascynującą historię rozkwitu i upadku jednego z najświetniejszych mazowieckich rodów. Zajezierscy to pierwsza część trzytomowej sagi o Gutowie. Autorka opisuje losy kilku pokoleń kobiet (i ich mężczyzn) w malowniczej scenerii dziewiętnastowiecznych dworków oraz współczesnej prowincji. Znakomicie oddaje koloryt epoki, zarówno jeśli chodzi o realia życia codziennego, jak i przełomowe wydarzenia historyczne. Przeplata przeszłość z teraźniejszością, tworząc niepowtarzalną opowieść o silnych kobietach, ich marzeniach i namiętnościach oraz wytrwałym dążeniu do wyznaczonych celów. *

Już od dawna miałam w planach przeczytanie Cukierni pod Amorem. Zajezierscy. Do przeczytania jej zachęciły mnie nie tylko przychylne recenzje na jej temat. Urzekła mnie także piękna okładka przedstawiająca tytułową cukiernię. Możemy podziwiać te pyszne smakołyki znajdujące się za szybą. Z pewnością każdy spoglądający na tę okładkę ma na nie ochotę :)

Naprawdę długo czekałam na dogodny moment, aby móc ją w spokoju, o nic się już nie martwiąc (szkoła i te sprawy), przeczytać. [Książkę czytałam w czerwcu]. W związku z tym moje oczekiwania wobec niej coraz bardziej rosły. Nie powiem, żebym czuła się rozczarowana, ale moje oczekiwania nie do końca się spełniły. Może nie wypada zaczynać tak od końca, ale dzisiaj tak właśnie zacznę. Od zakończenia.To właśnie ono najbardziej mnie zawiodło. Wiem, co prawda, że jest kontynuacja książki, ale zakończenie wcale nie było zakończeniem. Dla mnie wygląda to tak, jakby ktoś po prostu odciął dalszą historię. Być może autorka tym sposobem chciała zachęcić czytelnika do sięgnięcia po kolejną część, ale mi się to nie spodobało. Zanim przeczytam drugi tom minie pewnie sporo czasu i trudno mi będzie znów odnaleźć się w historii bohaterów.
Za to bardzo przypadł mi do gustu język autorki. Nie wymagał od czytelnika zbyt wiele, ale był po prostu przystępny.

Podsumowując, Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy to bardzo dobra powieść przedstawiająca ciekawą historię naprawdę wielu postaci. Gorąco polecam każdemu, a ja już wkrótce zabiorę się za następny tom.
 _________________________________________________

No i zaczęło się. Znowu szkoła :( Ja właśnie zaczęłam liceum, na profilu biol-chem. I już teraz widzę, że nie będzie łatwo. Czasu na czytanie na pewno nie będzie dużo, a więc recenzji też. Na szczęście mam ich spory zapas jeszcze z wakacji :) Pozdrawiam!

czwartek, 25 sierpnia 2011

Z gór ;)

Wczoraj wróciłam z gór. Było wspaniale. Jak to zawsze w górach :) Bez nich nie mogłabym powiedzieć, że moje wakacje były udane.



 Widok z Gubałówki




Snopki i owieczki w okolicy :)



 Widok w drodze na Ornak i ja xdd



Ornak

W Dolinie Gąsienicowej

Jak na powyższych zdjęciach widać, udało mi się wejść na Ornak, a także dojść nad Czarny Staw Gąsienicowy. Oprócz tego byłam też w Wąwozie Homole i w Szczawnicy, nad Dunajcem. Z chęcią zostałabym tam jeszcze trochę i pochodziła po górach. Niestety, czas wracać z wakacyjnych wyjazdów do domu i szykować się na powrót do szkoły :/

środa, 17 sierpnia 2011

I Rok Bloga

 Witam Was! :)

Właśnie dzisiaj mija równy rok jak założyłam tego bloga. Wcześniej byłam na Onecie, ale jak większość z nas, postanowiłam się przenieść na Blogspota. I tak minął już rok. W związku z tym wypadałoby przedstawić tu jakieś statystki, więc:
Liczba wyświetleń mojej strony to: 7954
Liczba wszystkich komentarzy: 518
Liczba postów: 41
Daje to średnio: 12,6 komentarza pod jedną notką.

Mam nadzieję, że za rok przyjdzie mi świętować drugą rocznicę tego bloga ;)


Pozdrawiam,
Heather

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Losy Truebów

Dom Duchów  - Allende Isabel 

 To opowieść o rodzinie Estebana Trueby, o pokoleniach kobiet, które go otaczały, o jego dzieciach i wnukach. Ich losy splatają się z historią Chile i są świadectwem dramatycznych przemian na przestrzeni XX wieku. Gwałtowny temperament ojca rodziny i szczególna nadwrażliwość jego żony komplikują wzajemne relacje bohaterów i choć prowadzą do tragicznych przesileń, równocześnie składają się na serdeczną opowieść o świecie wielkich codziennych emocji. I choć Esteban jest osią, wokół której toczy się opowieść, to jej głównymi bohaterkami są przede wszystkim kobiety jego życia. To one tworzą dom, nie ten z cegły, ale ten w sercach, w którego skład wchodzą również duchy. *

Dom duchów to bez wątpienia powieść obyczajowa. Spotkałam się z wieloma różnymi opiniami na temat takich książek. Większość z nich była niestety negatywna. Ich autorzy twierdzili, że są zwyczajnie nudne i często nic nie wnoszące. Ja po części zgadzam się z tymi opiniami. Ale tylko po części.

Mam już za sobą kilka książek Jane Austen. Pomimo, że bardzo interesuje mnie świat przedstawiony w nich, nierzadko byłam po prostu znużona przy ich czytaniu. Coś takiego jednak nie miało miejsca podczas czytania przeze mnie Domu duchów autorstwa Isabel Allende. Ktoś mógłby sobie pomyśleć: co interesującego jest w losach jakiejś papierowej rodziny? Otóż mnie osobiście historia Truebów bardzo zaciekawiła. Książkę czytało mi się lekko i szybko. Nie wiem nawet kiedy dotarłam do końca i przewróciłam ostatnią stronę. Nie jest to pusta, nic nie wnosząca historia jakiś tam losów, jakiejś tam rodziny. Powieść ta niesie ze sobą także pewien morał. Morał mówiący o tym, że negatywne emocje często mogą doprowadzić do nieporozumień między ludźmi a także wielu nieszczęść czy niepowodzeń.

Myślę również, że język jakim posłużyła się autorka odegrał naprawdę ogromną rolę w odebraniu przeze mnie tej książki w tak pozytywny sposób. Piękny styl pisania Allende, szczególnie rzucający się w oczy na początku książki, wprost mnie oczarował. Sprawił, że chciałam czytać jeszcze i jeszcze, i nie mogłam zaprzestać przewracania dalszych stron powieści. Wspomnę jeszcze o bardzo ładnej szacie graficznej. Całkiem ładna okładka, a także sznureczek, którym można posłużyć się do zaznaczenia strony bez użycia zakładki, także przyczyniły się do pozytywnej oceny.

Jedyne co mi nie przypadło do gustu, to zbyt duża ilość polityki, politycznych rozgrywek, sytuacji które były tworzone, bogatych w przykre skutki dla społeczeństwa. Jest to niestety temat, którego nie lubię ( to stanowczo zbyt łagodne określenie). A już tym bardziej nie chciałabym czytać o tym w książkach.

Podsumowując, powieść Dom duchów bardzo mi się spodobała. Dlatego pewnie jeszcze nie jeden raz sięgnę po książki Isabel Allende. Choćby, po to by podziwiać ten piękny język :)

* okładka

niedziela, 31 lipca 2011

Stosik :)

Od dołu:
Grzechoczący kośćmi Eliot Pattison
Emma Jane Austen
Pałac kobiet Pearl S. Buck
Koszmar stracharza Joseph Delaney

środa, 27 lipca 2011

Grom

Grom  - Sala Sharon 

Nie jeden raz miałam już do czynienia z thrillerem czy kryminałem, gatunkiem który bardzo lubię. Pierwszy raz wzięłam jednak do ręki książkę Sharon Sali. Pewnie zastanawiacie się jak ją ocenię. Otóż, mam mieszane odczucia. 
Grom mogę podzielić na dwa główne wątki. Pierwszy, wątek kryminalny okazał się ciekawy i interesujący. Z początku za nic w świecie nie potrafiłam przewidzieć zakończenia. Mogłam snuć jedynie domysły. Z czasem, gdy zbliżał się już koniec fabuły bez trudu zgadłam kto jest zamieszany i odpowiedzialny za wydarzenia, które miały miejsce. Wątek drugi to wątek miłosny. Udział w nim biorą główni bohaterowie, czyli Ginny i Sully. Z pewnością bardzo ubarwił on fabułę. Zdarzały się jednak momenty, w których stawało się to nudne. A nawet czasem wręcz irytujące. Denerwowały mnie wyrażenia Sullivana, tkj. słoneczko, dziecinko, które pojawiały się niemal w każdej jego wypowiedzi. Przez to miałam wrażenie, że fabuła stała się przesłodzona.
Język autorki uważam za przystępny. Na początku tylko wydawał mi się zbyt prosty, dziecinny, jakby przeznaczony dla nieco młodszych czytelników. Po kilku rozdziałach jednak moje wątpliwości całkowicie się rozwiały. 
Podsumowując, myślę że Sharon Sala miała bardzo dobry i ciekawy pomysł na książkę, który udało jej się w niemal doskonały sposób przelać na papier. Zaliczyła co prawda kilka potknięć, ale całość oceniam pozytywnie. Uroku tej powieści dodaje także piękna okładka pasująca do treści lektury. Gorąco polecam miłośnikom tego typu książek.
 _________________________________________

Bardzo dziękuję:

Dusi
Upiornemu Groszkowi
Susie
Dominice Annie
Aleksandrze
Mery
Zaczytanej 

za wytypowanie mnie do wzięcie udziału w zabawie One Lovely Blog Award, ale niestety muszę odmówić. Już wyjaśniam dlaczego. Z dwóch przyczyn. Po pierwsze, już zbyt wiele blogów wzięło udział w zabawie i nie miałabym już kogo wytypować. Po drugie, zdradziłam Wam już moje tajemnice w poprzedniej zabawie i już więcej chyba nie trzeba :)

środa, 20 lipca 2011

Sprawozdanie znad morza

Z wyjazdu do Rewala

Jak wiecie od piątku 8 lipca byłam nieobecna na blogu. Było to spowodowane moim wyjazdem nad morze, do Rewala. Udało mi się tam zacząć realizację mojego wakacyjnego planu, na który wcześniej po prostu nie miałam czasu - zaczęłam naukę japońskiego. Na razie zdążyłam nauczyć się kilku podstawowych słówek, tkj. dzień dobry, do widzenia, proszę, dziękuję itp. oraz japońskiego 'znaczka' - litery a. Nie obyło się oczywiście bez czytania książki. Zabrałam cztery: Kafkę nad morzem (którą wzięłam tylko po to, żeby dokończyć kilkadziesiąt stron), Podróżnika WC, Bibliotekę Cieni i Harry'ego Pottera t.3. Dwie pierwsze przeczytałam, a trzecią zaczęłam, na Pottera niestety już zabrakło czasu.

Mam trochę zaległości związanych z komentowaniem Waszych blogów. Mam nadzieję, że uda mi się je wkrótce nadrobić. A teraz kilka zdjęć:






czwartek, 7 lipca 2011

Zielona mila


Wśród przebywających w więzieniu Cold Mountain skazańców znajduje się nieobliczalny, niezwykle agresywny młodociany zabójca Wiliam Wharton, jest Eduar Delacroix, niepozorny Francuz z Luizjany, który zgwałcił i zabił młodą dziewczynę a dla zatarcia śladów spalił kolejne sześć osób. Jest wreszcie skazany za brutalny mord na dwóch małych dziewczynkach John Coffey, zagadkowy olbrzym o wiecznie załzawionych oczach, obdarzony niezwykłą mocą. Co łączy tych ludzi? Tę zagadkę usiłuje rozwiązać główny klawisz Paul Edgecombe, wierzący w niewinność Coffeya.  selkar.pl

Nie jeden raz miałam już w swoich rękach książkę Stephena Kinga. Żadna z nich nie była jednak tak niezwykła jak Zielona mila. Nie jest to horror, gatunek z jakiego słynie autor. Jest to książka psychologiczna, z elementami fantastycznymi. Powieść opowiada o więźniach, przebywających na bloku E, gdzie skazańcy oczekują na karę śmierci. Z pewnością nie jest to powieść, którą czyta się łatwo i przyjemnie. Są momenty szczególnie wzruszające, w których trudno nie uronić choćby jednej łzy.

Nie wiem co mogłabym napisać w tej 'recenzji'. Myślałam już, że nie napiszę nawet tych kilku zdań. Zbierając swoją opinię w jedno zdanie mogę napisać tylko tyle: Z pewnością jest to książka naprawdę warta przeczytania przez każdego, którą bardzo gorąco polecam.
 _________________________________________
Jutro wyjeżdżam nad morze do Rewala. Będę więc na blogu nieobecna aż do 17 lipca. Nie udało mi się niestety nadrobić zaległości związanych z komentowaniem Waszych recenzji. Obiecuję, że nadrobię to jak tylko wrócę.

piątek, 1 lipca 2011

Moje tajemnice

Do zabawy zostałam zaproszona przez Aleksandrę z książkowej-krainy. Ja nikogo konkretnego nie wyznaczę, ponieważ już mnóstwo osób wzięło w tym udział i nie wiem nawet kto udziału nie wziął. Wszyscy chętni jednak mogą czuć się przeze mnie zaproszeni.

1. Zacznę tak jak większość, od przedstawienia siebie. Mój krótki opis można przeczytać w ramce 'o mnie'. Tu jednakże postaram się napisać coś więcej. A więc, jestem piętnastoletnią (w październiku skończę szesnaście lat) szatynką o szaro-niebieskich oczach. Mieszkam w jednorodzinnym domu na obrzeżach Łodzi. Po wakacjach pójdę do liceum, do klasy o profilu biologiczno-chemicznym.
2. To, że uwielbiam czytać książki nie zdziwi chyba nikogo czytającego to. Mogę się jednak z Wami podzielić wiadomością od jak dawna czytam. Nie pamiętam niestety kiedy po raz pierwszy samodzielnie wzięłam książkę do ręki. W przeszłości, gdy byłam jeszcze małym dzieckiem, to babcia wypożyczała mi z biblioteki książeczki dla młodych czytelników. Niedługo potem jednak znudziło mi się czytanie i po lektury sięgałam niezwykle rzadko. Wiele lat później, w wakacje 2008 roku kupiłam w empiku Wampiratów. To od tej powieści zaczęło się moje nałogowe kupowanie i czytanie książek. W listopadzie tego samego roku postanowiłam założyć swojego pierwszego bloga z recenzjami. Od tamtej pory piszę recenzje. Jeśli można tak nazwać to, co próbuję tutaj tworzyć.
3. W związku z tym, że już wiem (od wczoraj) do jakiej szkoły i klasy się dostałam, mogę zdradzić Wam swoje plany na przyszłość. Kiedy skończę liceum, na pewno chciałabym pójść na studia. Myślę o takich kierunkach jak: kosmetologia, farmacja, analityka medyczna, być może weterynaria. Kiedyś chciałam studiować coś na kierunkach humanistycznych, np. filologię angielską, ale doszłam do wniosku, że trudno mi później będzie znaleźć dobrą pracę.
4. Bardzo lubię także zwierzęta (nie dotyczy to jednak pająków i innych typ podobnych zwierzątek, ale o tym później). Przede wszystkim kocham psy i koty. Sama mam dwa czworonogi - Dropsika i Dianę. Dlatego myślałam również o weterynarii, aczkolwiek nie jestem przekonana czy na pewno jest to zajęcie dla mnie. Nie potrafię bowiem patrzeć na krzywdę zwierząt. Łatwiej jest mi znieść cierpienie ludzi. A zwierzęta są takie bezbronne i niemal całkowicie skazane na łaskę lub niełaskę człowieka.
5. Od jakiegoś roku jestem też zafascynowana Japonią. Jej kulturą, obyczajami i tradycjami. A także językiem, którego zamierzam się wkrótce zacząć uczyć. Dlatego bardzo chętnie sięgam po książki o tematyce Daleki Wschód. Interesuje mnie nie tylko Japonia ( choć ta w szczególności), ale także inne kraje, leżące niedaleko niej, tkj. Chiny, Korea (Północna i Południowa). Marzy mi się również podróż do Kraju Kwitnącej Wiśni.
6. Bardzo lubię uczyć się nowych języków. Póki co umiem jeden całkiem dobrze - angielski, bardzo podstawowe podstawy podstaw języka niemieckiego. W przyszłości chciałabym nauczyć się japońskiego (jak już wcześniej wspomniałam), hiszpańskiego, łaciny i może jeszcze jakiegoś języka któregoś z krajów Skandynawii. Choć pewnie mi się to nie uda, to mam jednak cień nadziei.
7. Uwielbiam góry, w szczególności cudowne Tatry. I wszystko co jest z nimi związane. Kocham patrzeć na przepiękne widoki, ale nie tylko. Bardzo lubię także po nich spacerować. Nie wyobrażam już sobie wakacji bez wyjazdu w góry.
8. Posiadam także pewną fobię, którą posiada pewnie wielu ludzi. Jest to arachnofobia. Panicznie boję się pająków i tym podobnych stworzeń. Kiedy widzę jakiegoś zaczynam krzyczeć i uciekać. Nie wspomnę już co się dzieje kiedy znajdę takiego delikwenta chodzącego po mnie.
9. Bardzo lubię horrory. Nie tylko książki, ale również filmy. Moimi ulubionymi są: Smakosz i Ring. Nie mogę powiedzieć, że wcale się po nich nie boję, ale żaden jednak nie jest tak straszny, żebym miała później poważne problemy ze zgaszeniem światła w pokoju i pójściem spać. Mam jednak nadzieję, że kiedyś trafię na naprawdę bardzo, bardzo straszny horror (książkę lub film).
10. Ostatnio, odkąd kupiłam sobie nową wodę toaletową bardzo przypadł mi do gustu zapach wanilii. Mogłabym go bez przerwy wąchać. Mojemu zmysłowi powonienia bardzo podoba się też zapach kokosowy. Moimi ulubionymi kolorami są: czarny, niebieski, fioletowy, turkusowy, brązowy i coś w odcieniach ciemniejszej żółci.

sobota, 25 czerwca 2011

Stosik czerwcowy

Dzisiaj tylko stosik :)


Od dołu: 
- Stukostrachy Stephen King
- Upiory XX wieku Joe Hill
- Babcia w Afryce Basia Meder
- Rzymskie dolce vita Penelope Green
- Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie Małgorzata Gutowska-Adamczyk
- Kto zabił Inmaculadę de Silva Marina Mayoral
- Eremanta Joanna Skalska

Drugi tom słynnej Cukierni zakupiłam co prawda w maju, ale nie opłacało mi się fotografować tylko jednej książki, dołączyłam ją więc do stosiku czerwcowego.

Mamy już od kilku dni wakacje. Wreszcie. Tak długo na nie czekałam. Był to bardzo trudny i wyczerpujący rok szkolny. W końcu to trzecia klasa gimnazjum. Po wakacjach wybieram się już do liceum. Jeszcze nie wiem do jakiego. Dowiem się dopiero w czwartek i czekam na to z wielką niecierpliwością.
Ja życzę wszystkim udanych i słonecznych wakacji, bogatych w książki do czytania :)

piątek, 17 czerwca 2011

Chmara wróbli


Chmara Wróbli  - Matsuoka Takashi 
Japonia, rok 1861, czasy rządów shoguna. Do portu Edo, stolicy kraju, przybywa troje amerykańskich misjonarzy. Niechętny cudzoziemcom szef tajnej policji shogunatu chce zgładzić goszczącego ich księcia. Do wykonania wyroku zostaje wyznaczona niezwykłej urody gejsza Heiko, kochanka księcia. Przeczuwając spisek, obdarzony darem jasnowidzenia książę Genji rozpoczyna ucieczkę. Po drodze przez ośnieżone góry dręczą go wizje świata, w którym dla samurajów nie będzie już miejsca...

 Jest to już kolejna książka, z tematyki Daleki Wschód, którą miałam okazję przeczytać. Dosyć długo planowałam ją kupić. Kiedy w końcu kupiłam, znowu musiało upłynąć sporo czasu, podczas którego Chmara wróbli leżała na mojej półce czekając na swoją kolej, abym wreszcie po nią sięgnęła. Nie będę więc ukrywać, że pokładałam w niej duże nadzieje i liczyłam, że bardzo przypadnie mi do gustu. Nie powiem, że tak było. Nie mogę też stwierdzić, że Chmara wróbli to gniot, którego nie polecam nikomu.

Trudno jest mi ocenić tę książkę jednoznacznie. Z jednej strony - moja ulubiona tematyka, Daleki Wschód, którą po prostu uwielbiam. Za każdym razem kiedy czytam książki tego gatunku, jest to dla mnie czysta przyjemność. Zatapiam się we wspaniały świat, do którego bardzo chciałabym się przenieść. Nawet nie ważne jest to, że świat, w którym żyją bohaterowie nie należy do najprzyjemniejszego miejsca, w którym można żyć szczęśliwie, bez żadnych zmartwień, lęków o jutro. Tutaj, w Chmarze wróbli niestety nie do końca tak było. Świat samurajów, może i fascynujący, ale często dosyć krwawy. Nie czułam tu jednak tej przyjemności, jaka towarzyszy mi zawsze przy czytaniu książek o Dalekim Wschodzie.

Język, jakim posłużył się autor także nie bardzo mi się spodobał. Na początku fabuły trudno było mi połapać się o co w ogóle chodzi w tej historii. Kto jest kim, jaką gra rolę? Muszę jednak przyznać, że z czasem było coraz lepiej. Zawsze kiedy zaczynam nową książkę, zapoznaję się z nowym, nieznanym mi dotąd światem, z początku trudno jest mi zatopić się w historię. Bardzo szybko jednak udaje mi się to. Tutaj trwało to nieco dłużej. Fabuła okazała się dosyć ciekawa, choć zdarzały się momenty zwyczajnie nudne i nużące mnie.

Jak każda książka tematyki Daleki Wschód, i Chmara wróbli ma bardzo ładną okładkę. (Co najmniej ja tak uważam). Jest to niewątpliwie ogromny plus, ponieważ zanim zacznę czytać jakąś książkę, lubię sobie popodziwiać okładkę, szczególnie jak jest bardzo ładna. Bardzo często też to właśnie szata graficzna decyduje czy sięgniemy po daną książkę (wbrew powiedzeniu: nie oceniaj książki po okładce :).

Całość oceniam jednak pozytywnie. Wypisałam tu głównie wady Chmary wróbli, ale jeśli ktoś lubi powieści o samurajach, to zachęcam do sięgnięcia po tą właśnie książkę. Musicie jednak sami zdecydować, czy przeczytać, ponieważ nie mogę zapewnić, że na pewno się nie zawiedziecie.

czwartek, 9 czerwca 2011

Ukryty kwiat

Ukryty Kwiat  - Pearl Buck 

To już druga powieść Pearl Sydenstricker Buck, jaką miałam przyjemność przeczytać. Kolejny raz autorka zauroczyła mnie swym pięknym językiem. Bo to właśnie ten barwny i kwiecisty styl pisanie sprawia, że jej książki są tak niezwykłe. Autorka zamieściła w swej książce wiele opisów, dzięki którym mogłam sobie wyobrazić piękne obrazy, które na długo zapadną mi w pamięć. 

Od jakiegoś czasu bardzo interesuje mnie kultura i obyczaje krajów Dalekiego Wschodu, w szczególności Kraju Kwitnącej Wiśni. Dzięki Ukrytemu kwiatowi miałam okazję jeszcze bardziej zagłębić się w japoński świat, który tak bardzo lubię. 

Josui, młoda dwudziestoletnia Japonka i Allen, oficer armii amerykańskiej, stacjonujący w Tokio podczas powojennej okupacji, zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. Ojciec dziewczyny jest wziętym lekarzem zaprzyjaźnionym z arystokratyczną rodziną Matsui i liczy na to, że któregoś dnia córka poślubi syna pana Matsui, szlachetnego i światłego Kobori. Jednak Josui przyjmuje oświadczyny Allena. Młodzi, świadomi oporu najbliższych, decydują się na małżeństwo i zamieszkują w Nowym Jorku. Z czasem, mimo wciąż silnego, wzajemnego uczucia, coraz bardziej dają o sobie znać różnice, wynikające z odmiennego pochodzenia. *

Jedyne co mi nie przypadło do gustu, to zakończenie. Spodziewałam się nieco bardziej szczęśliwych losów tej zakochanej pary. Wiem jednak, że gdyby była to kolejna powieść z happy endem, być może nie byłaby tak wyjątkowa. Dzięki smutnemu zakończeniu, historia Josui i Allena wydaje się bardziej wiarygodna i rzeczywista. 

Pozostaje mi tylko gorąco polecić Ukryty kwiat. A ja z pewnością sięgnę jeszcze po nie jedną powieść Pearl S. Buck.

* empik.com

sobota, 28 maja 2011

Oskar i Pani Róża

Oskar i Pani Róża  - Schmitt Eric-Emmanuel 

Po książkę tę sięgnęłam tylko dlatego, że omawiałam ją na lekcji j. polskiego. Była to jedna z nielicznych lektur, do której podchodziłam z entuzjazmem i mając nadzieję, że nie będzie to kolejna nudna, mało interesująca książka, którą zmuszona jestem przeczytać do szkoły. 

Jest to niezwykła powieść o dziesięcioletnim chłopcu chorym na białaczkę. Zostało mu niewiele chwil życia. Pokonać strach pomogła mu Pani Róża, która troskliwie zajęła się nim przez ostatnie dwanaście dni jego życia.

Eric- Emmanuel Schmitt stworzył naprawdę bardzo dobrą, pouczającą powieść. Pokazuje jak pokonać strach, zaakceptować cierpienie i cieszyć się ostatnimi momentami życia. Dlatego niewątpliwie jest to lektura warta przeczytania przez każdego człowieka.

niedziela, 15 maja 2011

Czerń. Upiór Południa

Czerń Upiór Południa  - Kossakowska Maja Lidia 

Malaria szepcze do mnie czule, lód w mojej głowie zaraz rozsadzi mózg, czuję jak tyka niewidzialny zegar uzbrojonej bomby. Krwi!
Korespondenci wojenni - akolici obłąkanego, żądnego krwi boga, zwanego opinią publiczną. Jego kaprys rzuca ich poza śmierć, czas i zaświaty. Wprost do prywatnej piwnicy Pana Boga, by odkryć krainę Pana Kałasznikowa. Ale i on jest tu tylko sługą. Afryka to prastary kontynent. Duchy, przodkowie, demony, orisza. Wszyscy tu są. I skądś muszą czerpać energię, by żyć. To jeszcze szaleństwo, czy już opętanie? "Czerń" jest pierwszą z czterech minipowieści, składających się na cykl "Upiór Południa". Wspólnym i przewodnim motywem tych zapisków znad krawędzi światów jest... upał.

Jest to pierwsza książka Kossakowskiej, jaką miałam okazję przeczytać. Oczekiwania wobec niej miałam dosyć wysokie i niestety bardzo się rozczarowałam.

Zacznę jednak od tego, że język, jakim posłużyła się Kossakowska zupełnie do mnie nie trafił. Miałam wrażenie, że jest to jakaś opowieść pisana przez nastolatka ( i to takiego, który niewiele razy miał do czynienia z książką). Według mnie zbyt potoczny. Za dużo tu też odrażających opisów. Cała akcja toczy się w jakimś szaleństwie. I nie mówię tu tylko o opętaniu głównego bohatera. Czytając tę książkę miałam wrażenie, że za chwilę ja sama stracę rozum. Niektórzy mogą to uznać oczywiście za plus. Mi jednak nie przypadło to do gustu.

Nie napiszę też wiele od siebie o samej fabule, bo w zasadzie niewiele jestem w stanie o niej powiedzieć. Dla mnie był to po prostu zwyczajny bełkot.

Jest jednak jedna rzecz, która w tej książce mi się spodobała. Szata graficzna. Okładka bardzo ładna. W środku co kilka stron pojawiają się czarno-białe obrazki. Także niczego sobie.

Po kolejne tomy Upiora południa z pewnością nie sięgnę, choć podobno są lepsze. Kossakowskiej jednak dam być może w przyszłości jeszcze jedną szansę i sięgnę po inną powieść tejże autorki.